Łowienie kijem z żyłką
Kolejnym udoskonaleniem stało się utworzenie takiego przyrządu, który pozwoliłby na indywidualne wyławianie ryb. Skupiono się wtedy wokół znanych i popularnych wcześniej "dzid". Trzeba więc było cofnąć się nieco w czasie i powrócić do budowy pierwotnego wędziska. Do drewnianego kija zaczęto dowiązywać sznurek lub linkę i na jej końcu umieszczano zaostrzony haczyk. Na końcu haczyka umieszczano potencjalną przynętę, która zwabiała ryby. Przede wszystkim były tam umieszczane różne rośliny, małe zwierzęta, czy nawet części ludzkich członków. Tak zagospodarowany haczyk wrzucano do wody i czekano na pierwsze wyniki. Oczywiście zdarzało się również, że sprytna ryba zdołała delikatnie zsunąć przynętę z haczyka bez szarpnięcia wędki. Dlatego skupiono się na udoskonaleniu haczyków, by były mniej widoczne i ostrzejsze, co pozwalało na samoczynne nabicie się ryby. Następnym problemem była widoczna i odróżniająca się na tle piasku żyłka. Trzeba więc było wymyślić taki materiał, który zakamuflowałby przymocowanie do haczyka. W dużej części barwa linki zależała od otoczenia. Jeżeli łowiono na terenach zarośniętych glonami, starano się na stworzenie takiej linki, która przypominałaby barwę glonów. Tak dochodzono do powolnej perfekcji w połowie ryb.